Viva La Vita_Avon

Viva La Vita_Avon


Jedyne produkty jakie zamawiam z Avonu to wody toaletowe. Ciągle szukam swojego ulubionego zapachu a perfumy tej marki charakteryzują się trwałością ale też chemicznym zapachem. Oczywiście nie każda woda taka jest. Jak było w przypadku Viva La Vita? O tym w mojej recenzji :)


Woda znajduje się w niewielkim, 30 ml flakoniku. Szkło jest przezroczyste, dzięki czemu wiem ile wody mi jeszcze zostało. Opakowanie jest małe i poręczne więc na pewno zmieści się w każdej torebce ;) Lubię niewielkie buteleczki, ze względu na fakt, że mogę je zabrać wszędzie, w sumie zawsze mam je przy sobie. 

Kategoria: owocowo - kwiatowa

Główne nuty zapachowe: różowy grejpfrut, magnolia, drewno sandałowe


Zapach jest świeży, kobiecy i delikatny. Po spryskaniu nadgarstka na początku czuć chemiczny zapach (niestety w przypadku perfum Avon, zdarza się to dość często) ale szybko się ulatnia. Wyczuwalny do ok 4-5 godz. Zapach idealny na wiosenne i letnie dni ale myślę, że jesienią czy zimą też się sprawdzi. Ogólnie jestem zadowolona z wody. Zapłaciłam za nią ok 16 zł więc było warto ;) Dostępna u konsultantek Avon :)



Weekend majowy w górach :)

Weekend majowy w górach :)


Weekend majowy spędziłam w swoich okolicach. Doszłam do wniosku, że i tak wszędzie będzie mnóstwo ludzi więc nie warto gdziekolwiek wyjeżdżać. Lepiej pojechać tydzień później. Miałam rację :) W ostatni weekend wybrałam się na krótki wypad do Zakopanego i... Zapraszam do fotorelacji :)


Pierwszy dzień postanowiliśmy się zrelaksować i wybraliśmy się na Termy do Białki Tatrzańskiej. Mega klimat. Cieplutka woda, bąbelki, zjeżdżalnie... Coś wspaniałego. Radości nie było końca. Miło jest poleżeć na dworze w gorącym basenie z pięknym widokiem na góry.. Termy są o tyle fajne, że można spędzić tam cały dzień. Są restauracje, można zjeść lody czy napić się piwa.  Z pewnością każdy znajdzie coś dla siebie. Ceny takie średnie. Typowe dla polskich kurortów wypoczynkowych :)



Następnego dnia wybraliśmy się do Zakopanego. Przeszliśmy się przez Gubałówkę, zjedliśmy grillowanego oscypka. Przejechaliśmy się na wyciągu. Widoki cudowne. Pomimo tego, że byłam tam już kilka razy, piękne widoki zapierały dech w piersiach. 








Po południu pojechaliśmy do parku rozrywki "Rabkoland". Wybraliśmy to miejsce ze względu na mojego syna, którego góry tak nie zachwyciły jak mnie. Bolały go nogi, brzuch i był strasznie zmęczony ;) W "Rabkolandzie" wszystkie dolegliwości nagle ustąpiły i moc też wróciła :D Park rozrywki jest nie wielki ale spokojnie można spędzić tam pół dnia. Brakowało mi atrakcji dla dorosłych :) ...ale nie to było najważniejsze. Szczęśliwe dziecko to szczęśliwy rodzic. 



Podsumowując mój weekend. Był on bardzo intensywny. Wróciłam zmęczona ale było warto. Najfajniejsze jest to, że nigdzie nie było dużo ludzi. W porównaniu do tego co widziałam nie raz, mogę stwierdzić, że było pusto ;) 

Jeśli macie jakieś pytania odnośnie tych miejsc, cen itp. Śmiało piszcie ;)

Co zużyłam i wyrzuciłam w kwietniu?

Co zużyłam i wyrzuciłam w kwietniu?


Połowa maja więc z niewielkim poślizgiem pora podsumować miesiąc kwiecień i moje zużyte produkty. Nie ma tego zbyt wiele, ale jak sami widzicie remont nie miał końca co przełożyło się na to, że nie skupiłam się na przesadnej pielęgnacji. Podstawowe kosmetyki wzięły górę.  



GARNIER | Szampon do włosów - o tym szamponie przeczytałam na jednym z blogów. Recenzentka była zachwycona. Postanowiłam wypróbować i rzeczywiście szampon jest świetny. Odświeża włosy, nie przetłuszcza, ładnie pachnie..hm.. w sumie nie mam mu nic do zarzucenia. 

BATISTE | Suchy szampon - standard w moim denku. Odświeża w kryzysowych sytuacjach ale też odbija włosy u nasady dodając im lekkości. Ta wersja zawiera sporo talku i mocno zabiela włosy więc nie polecam brunetkom i szatynkom. Ale blondyny mogę śmiało kupować ;)

TAFT | Lakier do włosów - kolejny produkt, który na stałe zagościł w moim denku. Chociaż co miesiąc powtarzam, że nie jest moim ulubieńcem to i tak chętnie go kupuję.

MARION | Nabłyszczacz do włosów - przez pewien okres moje włosy były zmatowione, łamliwe i nie odżywione. Stąd zakup tego produktu. Czy nabłyszczał? Tak. Byłam zadowolona z efektu ale zwiększa przetłuszczanie włosów. Na drugi dzień obowiązkowo trzeba umyć włosy :)


PALMOLIVE | Żel pod prysznic - żel, który podbił moje serce. Cudowny zapach, gęsta konsystencja a co najlepsze zapach utrzymuje się jeszcze długo na skórze. Jeden z lepszych produktów jakie miałam. Po wykończeniu zapasów, chętnie do niego wrócę.

LPM | Żel pod prysznic - lubię te, żele ze względu na zapach, który utrzymuje się również długo na skórze. Szczegółową recenzję znajdziecie w tym klinku ---> KLIKNIJ TUTAJ!

ISANA | Mydło w płynie - bardzo lubię te płyny, są gęste wydajne, tanie, ładnie pachną. Czego chcieć więcej :)


TANITA | Żel do golenia - męczyłam się z nim długo, skóra po goleniu była podrażniona i nie pryzjemna. Długo się z nim męczyłam (jakoś tak nie mam zwyczaju wyrzucać). Na szczęście dobiłam dna. 

SEMILAC | Aceton - w zwyczaju mam użytkowanie tańszych zmywaczy, po Semilaca sięgnęłam bo myślałam, że szybciej odpuści hybrydę. Myliłam się. Jest równie dobry, co tańsze acetony więc wychodzę z założenia...po co przepłacać? 

EVELINE | Tusz do rzęs - maskary tej marki są moimi ulubionymi, uwielbiam je. Wydłużają, pogrubiają i są tanie. jestem nimi zachwycona :)


GARNIER | Płyn micelarny - nie będę się rozpisywała, mój ulubieniec w pielęgnacji skóry. Doskonale oczyszcza, nie podrażnia. Koi, łagodzi. Moim zdaniem minusów brak ;)

EQULIBRA | Woda micelarna - również jak poprzednik, bardzo dobry płyn z olejkiem arganowym. Radził sobie z moim codziennym makijażem. Nawilżał. Niektóry może przeszkadzać, że jest tłusty ale dla mnie to była zaleta, przynajmniej miałam porządnie nawilżona skórę ;) Na pełną recenzję zaprasza tu: KLIKNIJ TUTAJ!

BIELENDA | Serum do twarzy - stosuję go cały rok. Zwalcza krostki, krosteczki, nie wysusza. Zdecydowanie naprawia skórę. Polecam z czystym sumieniem. 

E-NATURALNE | Maska do twarzy - recenzja wkrótce. ;)








Balsam łagodzący Physiogel - ratunek dla suchej skóry?

Balsam łagodzący Physiogel - ratunek dla suchej skóry?


Kochani jestem, żyję i mam się dobrze a nawet rewelacyjnie :) Weekend majowy był bardzo intensywny, pogoda dopisała więc nic tylko korzystać... Wycieczki, grille.. Super ;)  Od dzisiaj mam zaplanowane dla Was regularne posty, mam nadzieję, że nic nie zburzy tego ładu :) 


Moja skóra po zimie jest bardzo sucha, kremowałam, nawilżałam różnymi specyfikami i nadal łuszczyłam się jak ryba... Gdy za oknem pojawiło się słońce, chciałam założyć kieckę ale jak..? Z takimi suchymi nogami.. Wstyd. Sięgnęłam po Balsam łagodzący marki Physiogel. I chociaż nie lubię balsamów, postanowiłam dać mu szansę ;)


Balsam znajduje się w plastikowym opakowaniu z zamknięciem typu "klik". Dodatkowo umieszczony jest w kartonowym pudełku, na którym znajdziemy opis i skład produktu. Konsystencja rzadka, typowa dla balsamu, bez zapachu. Kolor: biały. 


Jeśli chodzi o działanie to spektakularnego efektu po pierwszym użyciu nie ma. Zadowalające rezultaty nawilżonej skóry zauważyłam po tygodniu stosowania. Balsamu używam od 3 tygodni i już mogę powiedzieć, że jest dobrze ;) Łagodzi podrażnienia po depilacji, nawilża, odżywia. Nie zauważyłam skutków ubocznych. Jest wydajny. Myślę, że wystarczy mi jeszcze na 2 tygodnie ale uważam, że są równie dobre balsamy w nieco niższej cenie.  Cena: ok 40 zł. Do kupienia w aptekach. 


Maska algowa peel-off w żelu z witaminą C

Maska algowa peel-off w żelu z witaminą C


Witajcie ;) Majówko czasss START! :) Urlopik, urlopuncio ;) Tydzień wolnego i taka piękna pogoda, tylko korzystać... W tym roku mnie spontan wziął górę i jakieś plany na długi weekend są ale co i jak to będzie, czas pokaże ;) Wiem, że pewnie sporo Was wyjechało ale może znajdą się osoby, które odpoczywają, blogując... Ja korzystając z wolnej chwili, pijąc kawkę, postanowiłam naskrobać dla Was o Masce algowej peel-off w żelu z wit. C.


Sklep e-naturalne podbił moje serce i jak sami widzicie ostatnio skupiam się głównie na produktach tej marki. Są fantastyczne :) Maska algowa pee-off składa się z dwóch saszetek. W jednej (30g) znajduje się neutralny żel a w drugiej (9g) wysokoskoncentrowane składniki aktywne. 

SKŁAD: AQUA • CALCIUM SULFATE • ALGIN • PHENOXYETHANOL • TITANIUM DIOXIDE • TETRASODIUM PYROPHOSPHATE • CYAMOPSIS TETRAGONOLOBA GUM • XANTHAN GUM • ETHYLHEXYLGLYCERIN • PARFUM • SODIUM ASCORBATE • GERANIOL • HEXYL CINNAMAL • LINALOOL

Sposób przygotowania jest banalnie prosty. Obie saszetki mieszamy przez ok 1 minutę a następnie nakładamy na twarz. Czas zabiegu jest krótki. Maskę należy trzymać na buzi ok 5 minut. 


Maskę ściągamy jednym pociągnięciem, zaczynając od krawędzi. Wszystko schodzi idealnie. Nie czułam żadnego pieczenia, szczypania podczas zabiegu. Jakie efekty uzyskałam? Na pewno wyrównanie kolorytu, rozjaśnienie przebarwień, nawilżenie, wygładzenie oraz blask. Jak na jednorazowy zabieg efekty były zadowalające. Cena: 19.90 zł. 


 

 
 
ZAPRASZAM DO POLUBIENIA MOICH STRON :)





Francuska glinka żółta

Francuska glinka żółta


Glinki to już u mnie standard, miałam zieloną, marokańską, różową i czerwoną. Wszystkie spisywały się znakomicie. Dzisiaj przyszła kolej na glinkę żółtą, która na pierwszy rzut oka różni się jedynie kolorem, od pozostałych i jak sama nazwa wskazuje jest żółta ale co dalej...


Glinka występuje w postaci żółtego proszku. Co potrzebujemy do jej przygotowania? Na pewno miseczkę, szpatułkę do wymieszania, wodę(lub tonik, hydrolat, herbata ziołowa - kto co lubi) i ewentualnie kilka kropel oleju (ale to już wg uznania). Glinkę można połączyć również z peelingiem. Sposobów jest wiele, warto spróbować każdego aby wybrać dla siebie najlepszy.

Glinka żółta ma działanie silnie oczyszczające. Oczywiście dało się to zauważyć ponieważ przy regularnym stosowaniu na mej buzi pojawił się wysp krostek i krosteczek a co się z tym wiąże, skóra się oczyszczała. Wraz z upływem czasu wszystko przygasło lub znikło. Po zmyciu glinki skóra była miękka i gładka w dotyku. Zauważyłam też delikatne wyrównanie kolorytu i wygładzenie zmarszczek. Brak skutków ubocznych. Cena glinki jest niska ale też zależy od ilości jaką chcemy kupić. 50g kosztuje 5,20 zł a 100g - 8.80 zł. Wiadomo im więcej tym bardziej się opłaca. Produkt warty zakupu :) Polecam :) Standardowo u mnie zdjęcia przed i po. Niestety nie zrobiłam zdjęć w trakcie wysypu, żałuję ale to wszystko przez moje problemy, które na szczęście już zostały rozwiązane.



 

 
 
ZAPRASZAM DO POLUBIENIA MOICH STRON :)